M. Sołonin - Nic dobrego na wojnie
Autor: Rafał Surdacki
niedziela, 12 lutego 2012 19:13

Radziecka Wielka Wojna Ojczyźniana pomimo ogromnej literatury napisanej przez ponad 60 lat nadal jest jednym z ulubionych tematów rosyjskich historyków i publicystów. Jednym z nich jest Mark Sołonin, z którego twórczością w Polsce możemy zapoznać się dzięki wydawnictwu Rebis.
Dom Wydawniczy Rebis wydał do tej pory cztery jego książki. Wszystkie te publikacje łączy to, że autor idąc śladem wyznaczonym wcześniej przez Wiktora Suworowa, analizuje przyczyny ogromnej klęski ZSRS, przy czym również obala narosłe przez lata mity o wybuchu wojny z czerwca 1941 r. Ostatnia książka „Nic dobrego na wojnie”, której premiera odbyła się na XX Targach Książki Historycznej w Warszawie, odbiega od tego schematu i porusza pięć oddzielnych, ale zarazem ważnych elementów do poznania przebiegu wojny ojczyźnianej.
Jednak, aby w pełni zrozumieć treść recenzowanej książki musimy przedstawić sylwetkę autora. Mark Sołonin urodził się w 1958 r. w Kujbyszewie. W 1975 r. ukończył tamtejszy Instytut Lotniczy i podjął prace w tajnym biurze konstrukcyjnym. W okresie pierestrojki założył klub polityczny. Od ponad 20 lat zajmuje się badaniem historii udziału ZSRS w II wojnie światowej, skupiając się głównie na pierwszej fazie wojny, czyli 1941 r. Jak sam wspomina swoje pisanie zaczynał w 1984 r. od małego czarnego zeszytu w kratkę, gdzie opisał pakt Ribbentrop-Mołotow nie mając wtedy pojęcia, że coś takiego istniało naprawdę1. Do tej pory Autor w swoich publikacjach podważył już wiele mitów propagandy ZSRS, związku z czym jego twórczość stoi w opozycji do oficjalnej historiografii rosyjskiej, a jej propagatorów nazywa „historykami w pagonach”.
Jak już wspomniałem nowa książka Marka Sołonina odchodzi od schematu poprzednich i składa się z pięciu tematycznie oddzielnych od siebie felietonów. W artykułach tych poruszona jest kwestia współudziału ZSRS w rozpętaniu II wojny światowej, śmierci setek tysięcy mieszkańców oblężonego Leningradu, ale także o okrucieństwach i samowoli Armii Radzieckiej na „wyzwolonych” terenach oraz o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA.
Pierwszy rozdział, zgodnie z tytułem „Trzy plany towarzysza Stalina”, opisuje scenariusze przygotowane przez Stalina w celu rozpoczęcia, a następnie udziału Związku Radzieckiego w II wojnie światowej. Pierwszy z nich, o czym jak zapewnia Autor piszą wszystkie szkolne podręczniki historii w Rosji, zakładał wykorzystywanie konfliktów zbrojnych między europejskimi mocarstwami. Jednak wykorzystywać konflikty można w różny sposób, a wszystko zależy od wyznaczonego sobie celu. Stalin bowiem uważał, że interesem dla ZSRS nie jest walka o pokój na świecie, a na podżeganiu do długotrwałej i wyniszczającej wojny. Drugi plan przewidywał udział Związku Radzieckiego po stronie hitlerowskich Niemiec. Jednak marzenia Stalina o zrobieniu z Bałtyku „morza wewnętrznego” rozpadły się jak domek z kart latem 1940 r., gdy większa część Europy zachodniej znalazła się pod kontrolą Hitlera. Podczas gdy Wehrmacht z zawrotną szybkością stał się najpotężniejszą armią świata Stalin został zmuszony do zasadniczej zmiany strategicznego planu wojny – zaatakowania III Rzeszy i powolnego zdobywania całej Europy. Według Marka Sołonina, trzeci plan Stalina miał zostać wprowadzony w życie pomiędzy lipcem, a sierpniem 1941 r., dlatego też takim wstrząsem była niemiecka agresja hitlerowska na ZSRS w czerwcu tego samego roku.
W drugim rozdziale Autor porusza kwestię radzieckich strat osobowych podczas II wojny światowej, których liczba sięga aż do 27 milionów. Sołonin uważa że ta liczba jest zawyżona, a celem tego zabiegu było ukrycie prawdziwej liczby ofiar terroru stalinowskiego oraz częściowe zrzucenie winy za ubytek ludności na ręce hitlerowców. Z drugiej strony pisze jednak że nikt nie jest w stanie ustalić dokładnej liczby strat ponieważ jest wiele zafałszowań, chociażby w spisach ludności, które były głównym źródłem porównawczym. Sołonin stawia również tezę, iż polityka przyjaznej współpracy Hitlera wobec zniewolonych narodów w ZSRS przysporzyłaby Stalina o klęskę. Według niego Hitler był bardzo bliski zwycięstwa, ale potem włożył dużo wysiłku, aby je stracić. Ludność cywilna na terenach okupowanych była tak niezadowolona z władzy radzieckiej, że na rożne sposoby w tym także zbrojnie mogła poprzeć hitlerowców przeciwko Stalinowi.
Kolejny rozdział poświęcony jest oblężeniu Leningradu przez wojska niemieckie. Autor skupia się tutaj nie na sprawach militarnych, bo jak twierdzi powstało już o tym dużo książek, a na aprowizacji oblężonego przez ponad 900 dni miasta. Dla lepszego zobrazowania opisywanego zagadnienia porównuje ją z ratowaniem głodującej ludności w zablokowanym przez Rosjan Berlinie w latach 1948-49. Zestawienie to wypada słabo dla Rosjan zaopatrujących Leningrad, gdyż podczas trwającej 11 miesięcy blokady Berlina Zachodniego, za pomocą lotnictwa dowożono tam nawet 13 tys. ton zaopatrzenia dziennie, a do Leningradu dwukrotnie mniej, mimo że jak twierdzi barka rzeczna może przewieźć więcej ładunku niż samolot – w przybliżeniu jedna barka to ok. tysiąca samolotów. Związku z tym twierdzi, że Amerykanie i Anglicy aby wykarmić głodne miasto zrobili bardzo dużo, natomiast Stalin prawie nic, tylko sztucznie podtrzymywał tragiczną sytuację oblężonej ludności.
Rozdział czwarty w szczególności może zaciekawić polskich Czytelników. Autor porusza w nim temat powstania i działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), a także rzezi wołyńskiej z 1943 r. Mimo że artykuł, który wchodzi w skład czwartego rozdziału, jest mimowolną próbą opisana tamtych wydarzeń i nie aspiruje do miana naukowego znajdziemy w nim bardzo dużo ciekawych informacji. Warto go przeczytać chociażby ze względu na spojrzenie na oba zagadnienia z rosyjskiego punktu widzenia, tym bardziej iż Sołonin ocenia ukraiński ruch nacjonalistyczny nawet surowiej niż zdarza się to wielu polskim historykom. Autor twierdzi, iż OUN od samego początku miało być organizacją faszystowską, a jej celem było wywalczenie niepodległości Ukrainy poprzez wymordowanie innych narodowości.
Ostatni rozdział książki poświęcony jest zbrodniom popełnionym przez żołnierzy radzieckich na niemieckiej ludności cywilnej w ostatnich miesiącach wojny. Pomimo że Autor nie chce analizować wszystkich przypadków przemocy, to i tak przeczytamy o licznych przykładach grabieży, morderstw czy gwałtów popełnionych przez żołnierzy radzieckich. Bez dwóch zdań artykuł ten jest bardzo krwawy, a przede wszystkim kontrowersyjny w szczególności dla samych Rosjan – gdzie zbrodnie te nadal próbuje się pomijać lub zatajać. Sołonin wysuwa również tezę, iż te bestialskie zachowanie było doskonale zaplanowane przez Stalina. W ten sposób chciał oczyścić wschodnie tereny Niemiec z ludności cywilnej, aby na konferencji poczdamskiej móc powiedzieć, że Niemców prawie tam nie ma, co miało mu ułatwić odłączenie ich od powojennych Niemiec.
Pomimo że książka „Nic dobrego na wojnie” jest zbiorem kilku artykułów i nie aspiruje do bycia w pełni naukowej publikacji trudno jest polemizować ze stawianymi przez autora tezami. Popiera on swoje założenia wieloma dokumentami z różnych archiwów rosyjskich czy niemieckich, wspomnieniami weteranów, a także ofiarami gwałtów czy zbrodni popełnionych zarówno przez banderowców jak i żołnierzy radzieckich. Czytając książkę widzimy kunszt pisarski i demaskatorski Autora, dzięki czemu zaczynamy rozumieć, dlaczego Wiktor Suworow powiedział o nim: „pragnę wyrazić Markowi Sołoninowi wdzięczność, zdjąć czapkę i pokłonić mu sie do ziemi”.
[1] Wywiad z Markiem Sołoninem, http://www.militis.pl/wywiady/wywiad-z-markiem-soloninem, z dn. 19.12.2011 r.
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-7510-714-2
Liczba stron: 336
Oprawa: Twarda












