J. K. Wroniszewski - Barykada Września – Obrona Warszawy w 1939 roku
Autor: Artur Micek
czwartek, 17 listopada 2011 20:26

Książka Józefa K. Wroniszewskiego pt. „Barykada Września – Obrona Warszawy w 1939 roku”, mimo kilku kontrowersji historycznych umieścić należy jako jedną z podstawowych pozycji historycznych dla osób zainteresowanych Polską Wojną Obronną, a szczególnie aspektami walk o stolice Polski, które przeszły do legendy polskiego oręża wojskowego.
Od wielu wieków głównym celem każdej ze stron konfliktu zbrojnego tudzież wojny, było pokonanie wroga, poprzez jak najszybsze zajęcie jego stolicy, co miało pociągnąć za sobą załamanie się struktur administracyjnych, dowódczych i gospodarczych państwa oraz spowodować upadku ducha walki w społeczeństwie przeciwstawnej strony. Zdobycie Konstantynopola w 1453 r., czy upadek Paryża w 1871 r. było symbolem sprawdzania się tej zasady i sztuki wojennej. Potwierdziła się ona niejako i we wrześniu 1939 r., gdy skapitulowała Warszawa, będąca głównym celem wojsk Adolfa Hitlera. Klęska obrońców stolicy była elementem realnie kończącym główny wysiłek militarny wroga przeciw naszemu państwu, a prowadzone walki po tym terminie miały już charakter mało istotnej dla losów II wojny światowej „bitwy o honor żołnierza” oraz rozpoczęło wojnę partyzancką. Nie mniej jednak, kapitulacja Warszawy poprzedziło wiele dni zaciekłej obrony przed wojskami III Rzeszy, co autor książki pt. „Barykady Września” starał się w ciekawy i profesjonalny sposób przedstawić Czytelnikowi. Przybliżmy więc postać autora - Józefa Kazimierza Wroniszewskiego.
Autor publikacji jest znanym polskim powieściopisarzem i historykiem, uczestnikiem II wojny światowej. Urodził się 13 lutego 1925 r. w Kaliszu. W trakcje II wojny światowej walczył z niemieckim okupantem w strukturach Armii Krajowej pod pseudonimami „Okoń” i „Konrad”. Działalność zbrojną prowadził głównie w Zgrupowaniach Partyzanckich AK „Ponury” na terenie Gór Świętokrzyskich. W 1944 r. został zatrzymany przez siły zbrojne III Rzeszy i osadzony w niemieckich obozach koncentracyjnych Gross Rosen, Auschwitz, Mauthausen i Gusen. Po klęsce imperium hitlerowskiego i wyzwoleniu obozów, Józef K. Wroniszewski powrócił do Polski i studiował ekonomię na Wydziale Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Od 1965 r. autor książki „Barykady Września” zainteresował się głównie działalnością historyczną ukierunkowaną na zagłębianie się w losy warszawskiej dzielnicy Ochota. Józef K. Wroniszewski w czasie swej działalności naukowej stworzył siedem książek w tym pięć o charakterze stricte historycznym, m. in. „Ochota 1944”, „IV Obwód Armii Krajowej. Ochota. Okręg Warszawa” i „Ochota 1939–1945”.
Czytelnik książki „Barykada Września – Obrona Warszawy w 1939 roku” wydanej przez Oficynę Wydawniczą RYTM ma dostęp do klasycznej koncepcji wyglądu publikacji. Studium napisane przez Józefa K. Wroniszewskiego udostępnia nam przyzwoity poziom stylistyczny i przyjemy dla oka format tekstu. Duża czcionka nie męczy oczu. Wydawnictwo zagwarantowało mam ciekawą wizualnie i wytrzymałą okładkę. Cieszyć może się także 39 rzadko spotykanymi zdjęciami i szkicami oraz czterema czytelnymi mapami, aczkolwiek ma się jednak pewien niedosyt jeśli chodzi o ten ostatni element. Wiele walk choć jest bogato opisana, to szkoda jednak, że nie ma dodatkowego objaśnienia na mapie, co pozwoliłoby elastycznie i sprawnie analizować przebieg walk o Warszawę. Wadą książki jest też brak odpowiedniej bazy naukowej w postaci przypisów oraz aneksów przedstawiających wypis jednostek biorących udział w walkach, ich straty oraz rozrysowanej personalnej struktury dowódczej. Pewnym osobistym dla mnie błędem jest także zlewanie się cytatów z główną treścią autorską, aczkolwiek wykonanie to zgodne jest ze sztuką tworzenia takich dzieł. Nie określę jednak swego stanowisko względem kilku reklamowych stron innych publikacji Wydawnictwa RYTM umieszczonych na końcu książki. Mimo wcześniej wspomnianych niedogodności pod względem technicznym, nie mogę w żaden sposób ostro skrytykować tej publikacji i pracy jaką włożyło Wydawnictwo Rytm. Książka ta na pewno nie ulegnie szybkiemu zniszczeniu dzięki wytrzymałej okładce i silnemu nitkowemu łączeniu stron. Podsumowując - autor wykorzystał szeroki zasób różnorodnych źródeł, tworząc książkę w większości rzetelną i kompetentną, a wydawnictwo RYTM zadbało o trwałość techniczną książki. Niestety ma ona jednak pewną wadę, o czym dalej.
Józefa K. Wroniszewski na 336 stronach przedstawia nam 19 rozdziałów ułożonych chronologicznie. Każdy z rozdziałów ma wielkość od 4 do 30 stron, i praktycznie każdy z nich jest tak samo interesujący i szczegółowy, aczkolwiek zdarzył się niestety negatywny „Czarny Koń” w tej książce. Jest nim rozdział pt. „Abbeville” – wyjątkowo stereotypowy, nieobiektywny i pozbawiony obiektywizmu fragment studium, który pokazuje nam brak szerokiej wiedzy w temacie jaki poruszył autor. Widać to zresztą po skąpym i nieobiektywnym opisaniu decyzji podjętych w konferencji mającej miejsce 12 września w mieście Abbeville znajdującym się na terenie Francji.
Tak samo nie ciekawy jest opis działań zbrojnych podjętych w Zagłębiu Saary oraz brak rzetelnego podejścia do kwestii potencjału Aliantów we wrześniu 1939 r. Twórca niestety wybrał złą opcję rozpoczynania tego tematu, gdyż ten należy do bardzo trudnych, i jak widać nie zdołał temu sprostać. Autor twierdzi, że: „Rozpoczęta w nocy z 6 na 7 września operacja francuska pod kryptonimem „Saara”, mająca stanowić odciążenie dla Polski, a wykonana pasem około 30-kilometrowym przez 10 dywizji z 2 grupy armii, utknęła w miejscu po prawie tygodniu trwaniu i osiągnięciu niespełna 10 kilometrów terenu. Dywizję francuskie zatrzymały się przed umocnieniami niemieckiej Linii Zygfryda, gdzie okopały się pozycyjnie. Rozpoczęła się „dziwna wojna”…”.
>Autor już tylko w tym tekście popełnił następujące błędy i przeinaczenia:
- Operacja „Saara” rozpoczęta w nocy z 6 na 7 września realnie zgodnie z umowami sojuszniczymi miała ruszyć dopiero 15 dnia po ogłoszeniu przez Francję mobilizacji (sławna zasada 15 + 2) tj. w nocy z 17 na 18 września, gdy siły 2. Grupy Armii osiągnęłyby pełną gotowość bojową (tj. dywizje kadrowe i dywizje rezerwowe serii A). Niestety z powodu niezwykle szybko załamującej się sytuacji w Polsce, na osobistą prośbę gen. Maurice Gamelina, atak wykonany w ramach I fazy ofensywy przeprowadzono 10 dni przed planem. Było to jednak trudne zadanie, ponieważ niektóre dywizje mające atakować dopiero jechały jeszcze 3 i 4 września pociągami w region środkowej Lotaryngii. Skutkiem tego było to, że część dywizji w tym np. 9. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej wchodziła do walki z marszu mając duże opóźnienie i zajmując dopiero lukę operacyjną powstałą między dywizjami wcześniej wchodzącymi do walki. Część dywizji atakowała dosłownie z marszu od punktów wyładunku jednostek z taborów kolejowych. Z tego powodu oddziały te były również pozbawione silnego wsparcia ogniowego artylerii, której było mało i miała mało amunicji, którą dopiero zwożono w region frontu.
- W operacji „Saara” w ramach sił czołowych wzięło udział 11 dywizji z 3., 4., i 5. Armii, a nie 10 jak podaję autor. Były również siły obwodowe. W dodatku do działań skierowano 7 batalionów pancernych, których jednak użycie na terenach gęsto usianych minami i działami ppanc., powodowało bardzo szybko duże straty bezpowrotne, jak i czasowe. Siły te w okresie 7-15 września były 1/3 sił jaką dysponowała Francja w całej metropolii i ok. 40-45% sił na froncie Północno-Wschodnim. Reszta to obwód, zabezpieczenie granicy z Belgią, Luksemburgiem, Szwajcarią i reńskim odcinkiem granicy z III Rzeszą.
- Działania zbrojne podjęte w ramach I fazy ofensywy toczyły się w pasie ponad 40, a nie 30 kilometrów i zakończyły zajęciem ponad połowy tzw. przedpola głównych obszarów Linii Zygfryda mających być zakatowanym w III i IV fazie ataku. Szkoda, że autor nie zaznaczył, iż obszar 150 kilometrów poza reńskiej granicy z III Rzesza należał do silnie ufortyfikowanych, zalesionych, zaminowanych i silnie bronionych obszarów (przez dywizje kadrowe i II fali), które w 1944 i 1945 r. mimo dużo słabszej obrony powstrzymywały tygodniami dużo silniejsze siły Stanów Zjednoczonych.
- 2. Grupa Armii nie utknęła, lecz 4. i. 5. Armia rano przed konferencją w Abbeville dostały rozkaz do przejścia w stan defensywy z dniem 14 września z zachowaniem zajętych pozycji, aby podciągnąć artylerię, zaopatrzenie i uporządkować zaplecze przed III faza ofensywy. W tym czasie 3. Armia nie dostała rozkazu defensywnego jak to jest popularnie powtarzane, ale ofensywy i przygotowywała się do II fazy ofensywy, w tym potężnego ataku na wzgórze pod Berus, gdzie użyć miano 3 dywizji piechoty i 225 czołgów. Niestety fatalne warunki atmosferyczne, lokalne podtopienia, brak odpowiedniego przygotowania warunków do walki artyleryjskiej oraz następnie konsekwencje inwazji ZSRR na Polskę przekreśliły tą dużą operacje – kluczową do próby sforsowania Wału Zachodniego.
- Tzw. „Dziwna Wojna” rozpoczęła się nie 3, czy tam 12 lub 14 września, ale 19 października, gdy niemiecka 1. Armia zakończyła większością swych sił kontratak okupiony znacznymi stratami. Warto pamiętać, że w okresie tym Niemcy i Francuzi stracili tam na ziemi oraz w powietrzu ok. 4 tys. zabitych i rannych oraz ponad 140 samolotów.
Tak samo błędny jest następujący fragment książki, gdzie czytamy: „Pośpieszna decyzja z Abbeville, zaprzepaszczająca zdecydowaną przewagę ludzi i sprzętu wojennego, posiadaną przez sprzymierzonych podczas trwających w Polsce walk, uderzyła - jak to wiemy – rykoszetem w samych ich autorów”. Niestety, ale autor się myli, ponieważ Alianci mieli przewagę tylko na papierze, a ten jak wiadomo, papier przyjmie największą bzdurę. Dla przykładu jeden element. To realnie III Rzesza posiadała przewagę w nowoczesnych środkach walki powietrznej i przeciwlotniczej nad tym czym dysponowała wtedy Francja. Ciekawym faktem jest to, że Francuzi mieli całe 0 (zero) nowoczesnych operacyjnych samolotów bombowych jakie posiadali Niemcy (ci mieli 474 dwusilnikowe bombowce), i tylko z nowoczesnych maszyn myśliwskich 193 samolotów Morane-Saulnier MS.406 i 161 Curtiss P-36 w całej metropolii! W tym czasie niemiecka 2. Flota Powietrzna posiadała 245 myśliwców Bf-109, a 3. Flota Powietrzna 287 maszyn tego samego typu oraz 28 myśliwców Ar. 68. Do tego dochodziły też siły lotnicze Kriegsmarine i możliwość skierowania ponad 130 samolotów myśliwskich broniących wschodniej III Rzeszy.
Autor w wręcz PRL-owski sposób stara się obwinić Zachód za klęskę jaką poniosła Polska, wzbudza u czytelnika poczucie „złości historycznej na sojuszników”, a z drugiej strony w wielu miejscach dla kontrastu pokazuje nam bohaterstwo Polaków i ich wiarę w to, że niejako „alianci mają za nas raz, dwa wygrać tą wojnę”. Jako osoba, która od dawna interesuje się tematem frontu zachodniego we wrześniu 1939 r., autor publikacji „Barykady Września” wiele stracił w mych oczach, gdyż podąża utartym, komunistycznym wręcz torem lansowania poczucia zdrady koalicyjnej aliantów zachodnich. Być może jest to spowodowane okresem w jakim powstała, gdzie poza książką Witolda Biegańskiego pt. „Finał Dziwnej Wojny” nie było publikacji próbującej (co prawda dalej częściowo nieudolnej) przedstawić rzeczywisty obraz potencjału i rozwoju sytuacji na Zachodzie. Długo można byłoby tak dywagować nad nietrafnością tego rozdziału, aczkolwiek jak wspomniałem tylko ona ma tak nieprofesjonalny charakter. Zresztą nie to jest jednak tematem tej pracy. Cała reszta publikacji jest na wysokim i bardzo wysokim poziomie o czym należy pamiętać.
Mam także pewien niedosyt względem ostatniego rozdziału pt. „Po Kapitulacji”, ponieważ autor dość znacznie skrócił ten ważny dla obrońców Warszawy epizod. Czuje niedosyt jeśli chodzi o pobitewne losy Warszawy i jej obrońców, aczkolwiek same opisy walk toczonych o Warszawę w 1939 r. są bardzo dobrą i długą wykładnią tematu. Książka dzięki ciekawej bibliografii, wykazowi źródeł ilustracji oraz indeksowi nazwisk ma do czynienia z książką o dużym stopniu profesjonalizacji naukowej, lecz jak wspomniałem brakuję aneksów i przypisów.
Osobiście, pierwszy raz miałem do czynienia z tak szczegółowym tematem obrony Warszawy w 1939 r., ponieważ w wcześniejszym okresie nie interesowałem się mocno tym okresem i terenem II wojny światowej. Dzięki temu, mam odczucie, że publikacja „Barykady Września” jest dla każdego laika w tym temacie, podstawową lekturą. Książka ta jest adresowana głównie do przeciętnego, szarego człowieka, aczkolwiek szerzej wcześniej opisany rozdział lepiej pominąć. W sumie nie żałuję jednak czasu poświęconego na lekturę i zachęcam do zapoznania się z dorobkiem naukowym wspomnianego tudzież autora.
Wydawnictwo: RYTM
Rok wydania: 2009
ISBN: 978-83-7399-350-1
Liczba stron: 336
Oprawa: Twarda













