Tytuł: 22 czerwca 1941, Autor: Mark Sołonin, Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS, Seria: Historia, Oprawa: Twarda, ISBN: 978-83-7510-130-0, Wydanie: 1(dodruk 2008), Liczba stron: 544, Cena: 39.90.
22 czerwca 1941 roku z samego świtu potężne niemieckie dywizje pancerne sowieckie linie obrony jak nożyczki kartkę papieru. Niemieckie czołgi biją przewagą techniczną pojazdy radzieckiej myśli technicznej, które w dodatku pozbawione są osłony lotniczej z powodu zniszczenia praktycznie całego lotnictwa ZSRR za pomocą jednego ataku lotniczego w którym Niemcy mieli zniszczyć nawet do 5 tyś. samolotów. Przewaga techniczna najeźdźcy nazistowskiego jest przytłaczająca, a okrucieństwo działania zatrważające. Pokojowo nastawiona ludność i władze ZSRR nie są przygotowane do wojny choć stawiają bohaterski opór mimo, że armia nie posiada kompletnie doświadczenia z wojen których za wszelką cenę chciał unikać bohater Związku Radzieckiego Józef Stalin. Biedny naród sowiecki stawia najeźdźcy na każdym kroku twardy opór i walczy do ostatniego naboju, litra paliwa i żołnierza – nikt nie opuszcza frontu!. Każdy broni jednej, słusznej i najprawdziwszej ideologi. Taka jest wizja propagandzistów sowieckich i częściowo do dziś rosyjskich na temat początku wojny ojczyźnianej. Ile razy słyszałem w różnych programach dokumentalnych, filmach, ile razy czytałem w książkach i artykułach o zniszczeniu lotnictwa armii czerwonej w 1941 roku w jeden dzień. Ile razy powtarzano mit zaskoczenia Armii Czerwonej atakiem niemieckim jak i również ile razy spotykałem się z usprawiedliwianiem sowietów poprzez argument nieprzygotowania do wojny. Wszystko te przekonania legły praktycznie w gruzach tak jak i całe te herezję o przewadze Niemców na każdym kroku nad armią Stalina. Książka 22 czerwca 1941 roku, pokazuje nam od strony radzieckiej początek Wojny Ojczyźnianej w całkowicie inny, wręcz sensacyjny sposób niż było to przedstawiane do dziś.
Książka nie jest próbą pisania historii od nowa w oparciu o polityczne przekonania tylko dogłębnym wyczerpaniem danego tematu w oparciu o odtajnione archiwa rosyjskie, liczne pamiętniki uczestników wydarzeń czerwca i lipca 1941 roku jak i wielu innych materiałów. Baza bibliograficzna książki jest imponująca i liczy 152 pozycję. Ale nie jest to aż tak dużo, przytłaczająca jest masa danych, informacji, cytatów oraz zestawień i analiz których nie da się zliczyć. Ktokolwiek próbowałby negować tezy i informacje zawarte przez pisarza musiałby zmierzyć się z ogromną liczbą informacji mających się ze sobą skonfrontować. Choć co prawda kilka smaczków propagandowych jest tam nadal. Wszech obecne wysławianie możliwości czołgów T-34 i KW staje się w pewnym sensie irytujące, co jednak nie ma istotnego wpływu na ogólna informację jaką chciał nam przedstawić autor o pierwszych dwóch miesiącach wojny.
Sama książka jest wykonana w bardzo dobry sposób za co należy pochwalić Dom Wydawniczy Rebis. Twarda okładka w ciemnych kolorach gwarantuje nam dłuższą żywotność wizualną, niż miało by to miejsce w książce o białym kolorze oprawy. Wytrzymałość i jakość wykonania jest na odpowiednim poziomie. Minusem jest jednak brak tasiemki umożliwiającej zaznaczenie miejsca w którym skończyło się lekturę, ponieważ całej książki nie da się przeczytać bez jej zamknięcia. Mimo to, papier jest wytrzymały i ma dobrą jakość a druk jest czytelny oraz nie nadwyręża wzroku. W książce zobaczymy zaledwie kilka zdjęć oraz mapek co pokazuje nam, że ilość informacji udzielonej przez słowo pisane jest bardzo duża. Zaletą jest również sposób łączenia kartek poprzez szyjce ich nitkami a nie klejem, który po jakimś czasie i długim wykorzystywaniu książki zaczyna puszczać a strony wylatują. Reasumując: książka pod względami technicznymi jest bardzo dobra.
Pisarzem który stworzył to dzieło jest Mark Siemionowicz Sołonin urodzony w 1958 roku w Kujbyszewie. W roku 1975 ukończył ze złotym medalem tamtejszy Instytut Lotniczy i podjął pracę w tajnym biurze konstrukcyjnym. W okresie reform polityczno-gospodarczych lat 1989-1992 założył klub polityczny. Przed dwudziestu laty zaczął studiować historię udziału ZSRR w II wojnie światowej. Po stworzeniu książki o której jest tutaj mowa został uznany za nowego Wiktora Suworowa ale w przeciwieństwie do niego nie został skazany na kare śmierci przez organy sądowe ZSRR. Mimo takich porównań, pisarze w swoich pracach odnoszą się to pewnych spraw z innego punktu widzenia. Mark Sołonin nie jest jednak autorem tylko jednej książki o kontrowersyjnym znaczeniu jak dla mas ludzi żyjących w błędzie. W swoim CV ma również książkę pt. „23 czerwca 1941. Dzień M” oraz księże pt. „Na uśpionych lotniskach”. Recenzje tej pierwszej jest dostępna na naszym portalu. Wszystkie są na równie sensacyjne.
Autor 22 czerwca 1941 roku w kilkunastu punktach odnosi się do wypowiedzi swojego kolegi pisarza Suworowa w sposób trochę prowokacyjny, trochę wyśmiewający i wyjaśniający błędy tego drugiego. Przykładem tego jest np. narzekanie na brak sprzętu łączności lub też wsparcia z powietrza i kompletnej dominacji wrogiego lotnictwa co jest podważane w tym obszernym tekście w kilku miejscach. Autor nie tylko polemizuje z Suworowem, ale przede wszystkim skupia się na przyczyną klęski Armii Czerwone jw 1941 roku. Z wielu zebranych materiałów i domysłów wyłania się prawdziwy obraz sowieckiej armii. Armii w której panował przed wojną chaos a w czasie wojny chaos gigantyczny, pokazuje nam jak bardzo dowódcy niższego strzebla okłamywali dowódców wyższego szczebla, jak przerzucali się winami i niemożnością działania z powodu braku sprzętu czy też zaopatrzenia. Sołonin ukazuje nam prawdziwy obraz potencjału Armii Czerwonej, wielokrotnie przewyższającej możliwości niemieckich trzech grupy armii i praktycznie dwukrotnie liczniejszej sprzętowo niż całych sił zbrojnych całej III Rzeszy i sojuszników w Europie. Pisarz daje nam również do zrozumienia, iż argument braku nowoczesnego sprzętu jest bzdurą. W dokładny sposób rozrysowany mam prawdziwy obraz armii czerwonej, posiadającej nie dziesiątki ale setki czołgów T-34 i KW, wiele bardzo szybkich i nie najgorszych czołgów BT oraz wielką liczbę pojazdów pancernych z których część miała uzbrojenie porównywalne z niemieckimi czołgami typu trzeciego. Nie wspomnę już o innym sprzęcie i możliwościach produkcyjnych III Rzeszy i ZSRR. Gdy czyta się te informacje, nie można uwierzyć, iż strona niemiecka dysponująca w większości gorszym sprzętem lądowym i o wiele mniejszymi siłami lotniczymi była w stanie dojść aż, do Moskwy, Leningradu i Kijowa, a później nawet na Kaukaz. Po prostu ilość danych liczbowych przerasta możliwość ich zapamiętała a baza bibliograficzna i przypisy w pełni przekonują czytelnika do tezy autora. Wyjątkiem są osoby żyjące z wyboru w zakłamanym świecie, ignorancji oraz ludzi nie chcący zmieniać błędnej swojej wiedzy to tej kampanii. Mark Sołonin jednak nas nie zanudza, wprost przeciwnie. Poprzez liczny fragmenty przepełnione sarkazmem oraz pokazywaniem po prostu śmiesznych poczynaj dowódców radzieckich książka staje się nie tylko ciekawa ze względu na fakty, ale również interesująca ze względu na ciekawość, co takiego czerwoni wujkowie ze wschodu jeszcze wymyślą w swojej główce. Szczególnie śmieszne są fragmenty tekstu dotyczące przebudowywania jednostek lotniczych które maja po prostu kuriozalne i niewyobrażalnie głupie uzasadnienia jak i ich przebieg. Lektura ciekawa, interesująca, zmieniająca wszelkie utarte w wszelkich podręcznikach historii wizje tej kampanii.
Sama książka na szczęście nie jest chaotyczną wyliczanką sprzętu, ilości wojsk czy też ot tak rzucanych danych technicznych. Autor postarał się o precyzje rozmieszczenie materiału, który wygląda w następujący sposób. Na samym wstępie zapoznajemy się z dwustronicowym tekstem od tłumacza książki z języka rosyjskiego na polski Tomasza Lisieckiego. I wbrew opiniom, nie przeczytamy w tym momencie o trudnościach tłumaczenia, ale o kontrowersyjności książki oraz dostaniemy garść pytań i stwierdzeń na które usłyszymy po części odpowiedz w dalszej części książki. Tekst autora książki zaczyna się skierowaniem wprost do czytelnika podziękowań za trud zapoznania się z tym materiałem jak i zapoznamy się z podstawami powstania książki. Po przebrnięciu dalej naszym oczom ukazuje się krótki wiersz Anny Achmatowej pt. „W czterdziestym roku”, a po nim mamy możliwość zapoznania się z kilku stronicową historią powstawania tekstu jak i motywacji która kierowała autorem do jej stworzenia. Po tych małych tekścikach przenosimy się w końcu do tekstu najbardziej sensacyjnego – opisu wydarzeń roku 1940/1941. W książce jest ostatecznie pięć części tematycznych, każdy dotyczący innego okręgu wojskowego, innej problematyki frontowo – jednostkowej oraz kwestii dowódczo – rozkazodawczych. Nie ma sensu się na tym zagłębiać, ponieważ ilość różnych tematów w każdej części wynosi od 7 do 13 rożnych tematycznej dywagacji nad danym problemem. Uchylę rąbka tajemnicy i dodam jako informacje szczegółowe, że każdy z nas zapozna się z m. in. niezwykle dziwną historią działań 1.DPanc. ZSRR w czerwcu i lipcu 1941 roku, dowie się dużo nowych informacji o zaprzepaszczonych przez Rosjan szans pokonania Wehrmachtu w regionie Białegostoku i Grodna, dowie się prawdy o obronie twierdzy Brzeskiej, czy też tylko z nazwy wielkie bitwy pod Dubną jak i wieli innych wydarzeniach 1941 roku. Nie zabraknie sensacji jak i rzeczy już znanych, ale te pierwsze będą przeważać. Główną sensacja jest samo przesłanie jakie daje nam autor. Podkreśla, że głównym powodem porażki Rosjan była paniczna ucieczka i masowa dezercja czerwonoarmistów porzucających w każdym dniu dziesiątki dział, czołgów i broni bez najmniejszego powodu. Nawet opisana jest sytuacja, gdy to żołnierze pochowali żywcem rannego dowódcę XV.KZmech., żeby nie przeszkadzał w ucieczce, dezercji i odwrocie. Miał jednak szczęście, oficer z sztabu armii kazał odkopać grób. Jedyną rzeczą nie porzuconą na polu walk i głęboko na zapleczu frontu są ciężarówki – niezmiernie potrzebna do ucieczki w głąb kraju. Na zakończenie autor rzuca nam po d oko indeks pełen nazw skrótów, struktury nazewnictwa jednostek, skrótowy opis składu i uzbrojenia stron konfliktu, strukturę sił zbrojnych III Rzeszy i ZSRR oraz piękną i długą listę bibliograficznych.
Książka ta jest nie tylko kontrowersyjna dla starszego pokolenia wychowanego w większości osób propagandy PRL, która do dziś w wielu formach pozostała w książkach jak i wiedzy masy ludzi, ale również wielu ludzi zajmujących się tematyką II wojny światowej. Tuż po jej opublikowaniu w Rosji jak i innych państwach, na stronach internetowych oraz zakamarkach uczelni wybuchły gwałtowne dyskusje na temat tez zawartych w tej wielkiej pożytecznej pracy. Sołonin daje czytelnikowi nową, głęboką i obiektywną interpretację przebiegu wojennych wydarzeń. Od czasu Lodołamacza Wiktora Suworowa nikt w ten sposób nie pisał o początkowym okresie wielkiej wojny ojczyźnianej. A już tym bardziej, żaden z Rosjanin, mających swojego dziadka w Arami Czerwonej i walczącego w Wojnie Ojczyźnianej. Każdy kto nie boi się zmian, musi mieć na szafce obok biurka przeczytana tą książkę od pierwszego słowa do ostatniego. Jeszce lepiej będzie, jak każdy przeczyta całą trylogię Sołonina. Polecam.
Autor: Artur Micek "Weteran"
Dodane przez Weteran
dnia wrzesień 13 2009 19:58:48 ·
0 Komentarzy ·
987 Czytań ·
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.