Wpływ konfliktu kaukaskiego na świat.
Autor: Artur Micek
niedziela, 24 października 2010 07:34

Konflikt zbrojny pomiędzy siłami wojskowymi Gruzji, a wojskami separatystycznej Osetii Południowej, Abchazji i Rosji wybuchł w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 rok. Wojna trwała zaledwie tydzień ale wpłynęła w pewien sposób na światową geopolitykę.
7 sierpnia 2008 roku o godzinie 22:25 - władze Osetii Południowej, separatystycznej republiki w Gruzji, podały informację, że stolica regionu - Cchinwali, jest pod silnym ostrzałem. Nikt nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego, że właśnie rozpoczęła się inwazji wojsk lądowych Gruzji na Osetię Południową. O godzinie 22:50 generał Mamuka Kuraszwili wygłosił przemówienie w telewizji Rustavi - 2 i zakomunikował, że "Rząd Gruzji podjął decyzję o przywróceniu konstytucyjnego ładu w strefie konfliktu" Nikt nie miał wątpliwości, że długie i ciężkie negocjacje zakończyły się fiaskiem. Nikt oficjalnie nie wypowiedział nikomu wojny, jednak nie ma co się spierać, to była wojna - każdy to widział wielokrotnie w TV. Tam gdzie giną żołnierze, a ludność cywilna zostaje zmuszona do ucieczki nie ma wątpliwości, czy to jest wojna czy tylko "wymiana poglądów"(sic!). Czy rzeczywiście Gruzini zostali do sowiego działania zmuszeni i sprowokowani?. Jeśli ktoś jest wybrany w wyborach w sposób demokratyczny oraz został wykształcony jako prawnik, nie wypowiada wojny bez wyraźnego powodu. Saakaszwili za pewne musiał postawić na jednej szali straty, a na drugiej zyski i rozważyć wszystkie za i przeciw. Za pewne argumenty, jakimi kierowały się władze Gruzji były dla nich istotne.
Ich interwencje można zrozumieć i uszanować, ale i zarazem też potępić. Jednak czy było to słuszne posunięcie Gruzji? Ciężko jest określić, czy wojna jest słuszna, czy też nie. Według mojej opinii wojna ta jednak mimo wielu błędów i to również militarnych była jednak słuszna. Dlaczego? Osetyjczycy wielokrotnie prowokowali Gruzinów do działania, zdarzały się przypadki nawet śmierci gruzińskiej ludności w takich prowokacjach. Osetyjczycy odrzucili ultimatum, w którym Gruzini proponowali Osetyjczykom szeroką autonomię, ale też żądali tego, że Osetia będzie nadal częścią terytoriów Gruzji. W odpowiedzi Osetyjczycy ostrzelali patrol wojskowy straży granicznej. Jednak, Gruzini też nie mają czystych rąk i również oni prowadzili akcję prowokacyjne, ale raczej niezwrócone przeciw ludności cywilnej. Jednak były też tragiczne przypadki gruzińskich odwetów w których ginęli cywile. Wszystko to spowodowane zostało przez rozstrzenia Gruzinów oraz Osetyjczyków o terytorium.
Wyjaśnienie tego, do kogo należą tereny Osetii jest bardzo trudne. Gruzini o wiele wcześniej zasiedlili ten teren, stworzyli osady oraz kontrolowali ten obszar. Gruzini są w tym regionie jednym z najstarszych narodowości. Osetyjczycy natomiast twierdzą, że są z rodowodu sarmackiego, również sięgającego w okres starożytności. Ich zdaniem przodkowie dzisiejszych Osetyjczyków osiedlili się na południe od Kaukazu już w XIII wieku i przez stulecia wspierali Gruzinów. Osetyjczycy według historycznych źródeł zostali wyparci przez Mongołów właśnie na Kaukaz, wiec nie są rdzennymi mieszkańcami tej ziemi mimo wszystko. Obie strony mają w tym wiele w swoich argumentach prawdy, ale również informacji zmanipulowanych. Ogólnie rzecz ujmując, to raczej Gruzini mają prawo do tych terenów, ale Osetyjczycy też maja swoje prawdziwe argumenty przemawiające za ich opinią - w końcu takim tokiem można dojść do wniosku, że większość Polski nie powinna być Polska. Reasumując, przebieg wydarzeń wskazuje prawdopodobnie, że wojnę sprowokowali osetyjscy separatyści (ich przywódcy to w większości etniczni Rosjanie, oddelegowani oficerowie FSB i rosyjskiej armii), a Rosja była do niej bardzo dobrze przygotowana. Gruzini również się do niej przygotowywali, ale czy chcieli uderzyć jeszcze w trakcje negocjacji? Ofensywa gruzińska na Cchinwali - mająca położyć kres ostrzałowi gruzińskich wiosek wokół miasta - posłużyła Moskwie za wygodny pretekst do otwartej inwazji.
Lecz taki sposób rozwiązania tej sprawy jest wręcz nie wykonalny. Na ziemi jest wiele podobnych przypadków, jednak ludzie żyją tam raczej w pokoju. Należy pamiętać też o tym, że Kaukaz to nie Europa pod względem podziałów etnograficznych. Na Kaukazie, jeśli chciano by dać każdej grupie etnicznej niepodległość, to co kilka kilometrów byłoby inne państwo. Podział etnograficzny na Kaukazie jest o wiele większy niż na terenach byłej Jugosławii czy też w Nigerii. Nie da się wszystkiego podzielić ze względów etnograficznych, jeśli ktoś chce to zrobić musi liczyć się z tym, że liczba państw na ziemi wzrośnie wielokrotnie, a też liczba konfliktów zwiększy się do wielkiej liczby.
Wiec dlaczego w Osetii był konflikt? Główny wpływ na rozrastanie się konfliktów w tym regionie ma Rosja i Gruzja. Federacja Rosyjska po rozpadzie ZSRR straciła wpływ na bardzo ważny pod względem strategicznym region świata - Kaukaz, a dokładnie Gruzję. Ze względu na swoje położenie jest bardzo istotnym krajem dla rosyjskiego bezpieczeństwa. Ewentualne przyłączenie się Gruzji do NATO likwiduje strefę buforową miedzy Turcją (istotny i silnym członek NATO) a Rosją. Jest to niejako uśpiona linia "frontu". Obecnie NATO ma dwie takie uśpione linie "frontu", z czego jedna jest bardzo istotna, a druga wręcz bez znaczenia. Tą ważną linią jest granica miedzy Bałtami i Polską, a Rosją, druga to granica Norwesko - Rosyjska (ze względu na teren bez znaczenia). Przyłączenie się Gruzji do NATO otwiera trzeci, bardzo istotny front, natomiast przyłączenie się Ukrainy oznacza prawie, że klęskę strategiczną Rosji z wojskowego punktu widzenia oczywiście. Z takiego punku widzenia właśnie Gruzja jest bardzo istotnym punktem strategicznym dla NATO oraz Rosji. Dzięki tzw. strefom buforowym, Rosjanie wiedzą skąd może wyjść główne uderzenie NATO (oczywiście, nie znaczy to, że się przygotowujemy do wojny lub mamy plany podboju, ale wszystko jest możliwe w przyszłości). Bezpośrednia granica z państwem członkowskim NATO jest traktowane, jako zagrożenie dla Rosji i należy to zrozumieć ze względów historycznych. Rosja jak to jest określane przez niektórych ekspertów i polityków z Moskwy, zostaje "osaczana poprzez NATO", a głównie USA. Wiele na to wskazuje, że mają rację, widząc ostatnie działania NATO w przeciągu 10 lat, układ sił na świecie uległ znacznej zmianie. NATO powiększyło się o szereg krajów Europy środkowo - wschodniej, a tarcza antyrakietowa w mniej konfliktowej formie stała się faktem, a nie czymś niemożliwym. Wpływ wojny z terroryzmem też zmienił podział sił na świecie, tak samo jak rozszerzanie się UE. Wznowienie lotów rosyjskich bombowców strategicznych nad północno-wschodnim Atlantyku oraz nad Oceanem Spokojnym dolało oliwy do ognia jak i szereg innych wydarzeń. Amerykańskie bazy wojskowe powstają w Rumunii i Bułgarii jak i maja powstać w Czechach oraz Polsce. Wszystko to nakręca spirale napięć dyplomatycznych, którą jednak odprężają interesy gospodarcze.
Okres zimnej wojny nie skończył się, ostatnie kilkanaście lat to tylko zamrożenie tego cichego militarnie, a głośnego politycznie konfliktów, który na nowo się uaktualnia, ale w nowej rzeczywistości i w "zreformowany" i gospodarczy sposób. Wojna w Gruzji pokazała, że "zimna wojna" się odradza (między jednak nie dwoma bokami ideologicznymi a wieloma państwami), nikt chyba nie ma już wątpliwości, tylko każdy polityk boją się to otwarcie powiedzieć. Takie słowa w ustach, np. prezydenta USA czy też kanclerza Niemiec oznaczałyby ostatecznie rozpoczęcie wyścigu zbrojeń - ale jest to też nierealne z oczywistych gospodarczych powodów. Skutki takiej wypowiedzi byłyby wręcz katastrofalne dla Europy. Ostatecznie język dyplomacji zostałby zastępowany liczbą armat i czołgów w tle dyplomacji. "Jastrzębie" w Europie na wskutek np. nagonki medialnej mówiącej o tym, że jesteśmy zagrożeni atakiem Rosji zwiększyliby znacznie swoje wpływy w instytucjach UE i NATO, poparcie dla takiej grupy polityków zaczęłoby wzrastać. Zazwyczaj tak się zawsze dzieje, że jak jest jakieś zagrożenie, to naród wybiera osobę, która jest pewna siebie, mówi odważnym jeżykiem i zawsze negocjuje "trzymając w kieszeni granat." Właśnie tacy są "jastrzębie". Jest to jednak mało realne, ponieważ dziś orężem potęgi, strefy wpływu i prestiżu jest pozycja gospodarcza.
Osłabione wpływy naszego wielkiego sąsiada odradzają się i to w bardzo agresywny sposób, czego przykładem jest Kaukaz. Rosjanie już od dawna lobbowali na rzecz niepodległości Osetii Południowej i Abchazji, a za razem całkowicie zdominowali Czeczenię i to w najgorszy z możliwych sposobów. Działania Rosji w Gruzji były próbą podważenia suwerenności tego kraju. Prawdą jest, że to Gruzini pierwsi ruszyli do natarcia, ale to nie usprawiedliwia w żaden sposób działania Rosji. Prowadzenie działań w sposób "spalonej ziemi" jest nie do przyjęcia. Tereny Osetii i Abchazji były i nadal są integralna częścią państwa gruzińskiego, są terenem okupowanym przez Federację Rosyjską od 2008 roku. W odniesieniu do prawa międzynarodowego, właśnie można to wywnioskować. Gruzini po długich zabiegach dyplomatycznych jak i negocjacjach z samymi Osetyjczykami nie doszli do porozumienia. Dlaczego nie doszli do porozumienia? Duży wpływ miały na to 3 czynniki. Pierwszy i najważniejszy polegał na nieustannym wsparciu Rosji dla ambicji nacjonalistów w Osetii. Rosja podjęła ryzykowną grę, ponieważ Osetyjczycy mieszkają też w Osetii Północnej w Rosji. Więc, dlaczego też i oni nie mogą być niepodlegli? Rosja dużo ryzykowała, ale mogła jeszcze więcej skorzystać na odłączeniu Osetii od Gruzji. Ten, kto kontroluje Osetię, ten niejako zagraża żywotnemu bezpieczeństwu Gruzji. Obecnie Rosjanie muszą przebijać się przez góry oraz kilka ciasnych wąwozów, żeby móc przeprowadzić interwencję w Gruzji. Wraz z przyłączeniem Osetii do Rosji (a to planował zapewne prezydent Putin od dłuższego czasu) będą mieli wielki teren, z którego będą mogli bez problemów wyprowadzić atak na środkową i zachodnią Gruzję w razie konieczności. Rosja będzie trzymać Gruzję w szachu militarnym i gospodarczym przez długie lata. Rosjanie wspierali militarnie i gospodarczo separatystów, wydawali w kontrowersyjny sposób obywatelstwa i dowody osobiste Osetyjczykom. Wkraczając do Osetii mówili, że chcą bronić ludność rosyjską w Osetii, tylko że jest ich tam znikoma ilość, jeśli chodzi o rdzennych Rosjan mieszkających na tym terenie.
Drugi wpływ na tą sytuację miał precedens Kosowa. Nacjonaliści dostali powód i wodę na młyn do głoszenia swych haseł. Dlaczego my nie możemy być wolni tak jak Kosowo?! Ten sam sposób nacisku dyplomatycznego używa też Rosja, która ma interes w rozpadzie, czy raczej zmniejszeniu się państwa gruzińskiego. Trzeci decydujący czynnik to zachowanie samych Osetyjczyków, oni po prostu nie chcieli rozmawiać z władzami Gruzji. Chcieli niepodległości, a z tym nie mogli zgodzić się z Gruzją, która cały czas uważa ten teren za swoje rdzenne ziemie. Gruzini zostali przyparci do muru przez Rosję pośrednio i bezpośrednio przez co musieli jakoś zareagować. Gruzini dość długo apelowali do ONZ o przysłanie bezstronnych sił pokojowych, później domagali się obserwatorów. Negocjowali cały czas z Osetyjczykami i Abchazami. Nic to nie dawało, świat był głuchy na apele Gruzji. W takim wypadku mieli dwie opcje do wyboru, albo siłowe zjednoczenie kraju, albo przyglądanie się jak ich kraj zostaje okrojony przez Rosję. Saakaszwili zapewne wydając rozkaz do ataku sądził, że Rosja nie odważy się na interwencje. Nie zdawał sobie sprawy, że Rosji nie zależy na opinii międzynarodowej, a raczej Moskwa są sądziła, ze zysk w dłuższym terminie będzie większy niż straty – i mieli racie. Rosjanie zawsze umieli nawet najgorsze świństwo ubrać w elegancki kostium. Interesujące jest to, że w ostatnich tygodniach w region Osetii Północnej skoncentrowali pokaźne siły. Albo wiedzieli, co zamierzają zrobić Gruzini, albo przygotowywali się do inwazji. Gruzini jednak przygotowania do ataku rozpoczęli pod koniec drugiej dekady czerwca, skąd takie informację? A stąd, że właśnie wtedy zostały zerwane negocjację (które potem wznowiono), a Osetyjczycy rozpoczęli ostrzeliwanie obszarów Gruzji. Gruzini nie musieli też się długo przygotowywać do tej operacji. Gruntowne przygotowanie do takiej operacji ok. 20 tyś. żołnierzy w takim małym kraju może potrwać ok. 2 - 4 tygodnie, stanowczo za krótko, żeby pogodzić to z rozmieszczeniem sił rosyjskich nad granicą z Gruzją. Rosjanie wkraczając do Gruzji mówili, że chcą bronić swoich obywateli. To był tylko zapewne pretekst. Rosjanom chodziło o wszczęcie tej wojny, mieli więcej do zyskania niż stracenia.
Co mieli do zyskania:
- uniemożliwienie wstąpienia Gruzji do NATO i UE;
- wzmocnienie swojego monopolu na ropę i gaz w Europie. Przez Gruzję wiedzie jedyna droga uniezależnienia się Europy Środkowej od dostaw z Rosji;
- zlikwidowali militarne zagrożenie ze strony Gruzji;
- przyłączenie Abchazji i Osetii do Federacji Rosyjskiej lub też stworzenie z nich podległych sobie państewek;
- przetestowanie sowiej taktyki prowadzenia działań ofensywnych. Armia gruzińska była szkolona częściowo prze instruktorów z USA. Przez to Rosja częściowo na własnej skórze mogła zapoznać się z tym jak działają siły szkolone przez Amerykanów lub nawet sami Amerykanie;
- poprawienie wizerunku władzy w społeczeństwie rosyjskim. Rosyjskie media cały czas podają, że Rosjanie bronią swoich obywateli, że władza ich nie zostawi, jednak o zabitych po stronie gruzińskiej na skutek nalotów oraz późniejszej okupacji milczą;
- spowodowali to, że NATO będzie bało się przyznać „MAP” Ukrainie w obawie przed wybuchem nowego konfliktu.
Rosja wraz z przyjęciem Gruzji do NATO i wybudowaniu tam rurociągów straciłaby jakiekolwiek szanse skutecznego i monopolowego oddziaływania na zachód. Dobrze pamiętamy chyba sytuacje w której Rosja zakręcała kurek i zachód musiał ugiąć swoje stanowisko. Gruzja wyłamała się z Rosyjskiej strefy wpływów i za to zapłaciła.
Rosja rozbiła armie Gruzji i próbowała swoimi barbarzyńskimi działaniami obalić Saakaszwilego ze swojego stanowiska. Rosjanie niszczyli miasta i wsie, żeby zbuntować ludność przeciw władzy. Niszczyli infrastrukturę, żeby uniemożliwić budowę rurociągów oraz utrudnić przesył ropy taborem drogowym i kolejowym z regionu kaspijskiego do portów gruzińskich oraz próbowali załamać gospodarkę na wiele lat. Niszczą bazy wojskowe, żeby zażegnać możliwość gruzińskiego ataku na Osetię i Abchazie. Zastraszali ludność oraz okradali kraj. Prowadzili takie same działania jak w Czeczeni, żeby osiągnąć cel - podporządkować sobie to państwo. Osetia i Abchazja nie mają nawet, co marzyc o suwerennej niepodległości, spowodowało to by efekt domina w tym regionie. Niepodległości zaczęliby wszyscy domagać się w tym regionie.
Wojna na Kaukazie całkowicie zmieniła polityczny układ sił. Coraz więcej krajów zaczyna zmieniać sowią politykę względem Rosji z coraz większym naciskiem mówi się, że stosunki Zachód - Rosji ulegają ochłodzeniu, choć ostatnio sytuacja się odwraca. Utrata Gruzji oznacza, że UE będzie szantażowana energetycznie przez Rosję. Gruzja była dla Rosji poligonem, poligonem przed inna interwencją, która może zakończyć się wielkim konfliktem. Mam na myli Ukrainę, kraj w którym mieszka duża liczba Rosjan, kraj który coraz bardziej prze na zachód. Ukraina coraz głośniej domaga się przyznania MAP-u przez NATO oraz domaga się ściślejszej współpracy z UE. Przyłączenie się Ukrainy do NATO oznacza strategiczną klęskę Rosji i Rosja na to nie pozwoli, możemy tego być pewni. Rosja pokazał sowią sowiecką twarz, nikt nie zdawał sobie sprawy, że w cywilizowanej Europie jest jeszcze coś takiego możliwe. Jak się okazało, jest to bardzo możliwe. Wywnioskować z tego można to, że bardzo realna jest interwencja na Ukrainie. Taka inwazji na Krym i wschodnie rubieże oznacza wojnę całkowitą w tym regionie. Ukraina posiada w miarę duży potencjał militarny, który może zadać odczuwalne straty Rosji. Taka wojna nie skończyłaby się tylko na tych dwóch krajach, NATO musiałoby zareagować, ale wątpię by postanowiło działać militarnie. Konflikt zbrojny między Ukrainą i Rosją - dwoma największymi państwami Europy - stałby się prawdziwą katastrofą dla całego kontynentu we wszystkich aspektach: politycznym, gospodarczym, ekologicznym, energetycznym i innych. Tylko polityka twardej reki ze strony zachodu nas przed tym uchroni – a na to się nie zapowiada. Narastający konflikt o Krym i stacjonującą tam flotę czarnomorską po cichu, ale nabiera rozpędu, rozpędu, który może mieć różne skutki nie tylko dla Ukrainy ale i dla Polski. Gruzja i Ukraina są naszą obecnie jednaną nadzieją na dywersyfikacje dostaw surowców energetycznych. W naszym interesie jest utrzymanie demokracji w Gruzji (różnie to bywa jednak z tą demokracją, ale lepsze to niż marionetkowy rząd z Moskwy), bez Gruzji Polska nigdy nie wprowadzi dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych. Musimy pomóc Gruzji na wielu płaszczyznach a pomożemy również bezpośrednio Ukrainie.
Działania taki doprowadzą do tego, że prorosyjskie grupy polityczne nie dojdą do władzy. Gruzja ze względu na strategiczne położenie jest wolnej Europie niezbędna dla właściwego funkcjonowania (kwestie zawiązane z tranzytem ropy i gazu). Problem jest w tym, jak zaprowadzić tam pokój. Demokratyczna i integralna terytorialnie Gruzja jest w naszym interesie i musimy udzielać poparcia tym dążeniom Gruzji. Jeśli demokratyczna Gruzja padnie, to świat nie będzie już taki sam. Upadek Gruzji oznacza również upadek pokoju w Europie. Sprężyna napiec cały czas się nakręcała, a teraz nakręca się dwa razy szybciej, kiedyś coś w końcu puści i dojdzie do największej wojny, ale raczej gospodarczej. Wszystko przez ludzi z kremla pragnących odrodzenia imperium sowieckiego, ale i tych naiwnych z Brukseli żyjących nieświadomości. UE musi zrozumieć to, że jest silna! Tak, UE jest bardzo silna, razem jesteśmy silniejsi niż Rosja militarnie i gospodarczo. Razem jesteśmy taką samą potęgą jak USA. Nasze wielowiekowe doświadczenie, powinno nas nauczyć tego, że tylko razem możemy rozwiać się w pokoju. Nie możemy klęczeć przed słabszym. UE powinna jednym głosem odpowiedzieć na Rosyjska inwazję i stanowczo stwierdzić, że szantaż energetyczny ma dwa końca. Ale właśnie obawy o gaz i ropę mają większe znaczenie dla UE, niż prawo do samostanowienia i integralności terytorialnej jakiegoś kraju. Lobby prorosyjskie na zachodzie jak i magia słów "zakręcony kurek" robi swoje. Mimo wszystko, zachód jak wielki okręt po małemu zmienia kurs. Propozycja utworzenie grupy NATO - Gruzja, zaoferowanie pomocy w odbudowie zniszczeń, symboliczne poparcie militarne dla Gruzji wysłaniem okrętów na Morze Czarne oraz ostre słowa krytyki pod adresem Rosji dają nadzieje, że UE nie będzie siedzieć z założonymi rękami i opaską na oczach. Opaska został zrzucona, ale po kilku miesiącach od nowa założona, jakby nic się nie stało w sierpniu 2008 roku.
Czy Polska musi mieszać się w ten konflikt, takie pytanie zadaje sobie każdy. Polska mieszać się musi w ten konflikt, ale nie militarnie. Działania dyplomatyczne, humanitarne oraz gospodarcze powinny wystarczyć. Demokratyczna Gruzja jest nam potrzebna. Bez niej nie mamy, co marzyc o ropie z Morza Kaspijskiego. Wiecie, co pisało na Rosyjskich bombach które nie wybuchły? Widniały napisy "Na NATO". Gruzja nie jest celem Rosjan. Celem jest Zachód, w tym NATO. A nas Rosjanie uważają za część swojego imperium - tak powiedział "Dziennikowi" ambasador Gruzji w Polsce Konstantin Kavtaradze. Rosjanie coraz częściej traktują jakieś zachodnie posunięcia dyplomatyczne, jako uderzenie w ich żywotne interesy. Jednak nikt nie chcę niszczyć Rosji. Rosjanie nadal nie rozumieją, że mogą żyć razem bez większych sporów z zachodem.
Mamy dzisiaj drugą gospodarczą tym razem zimna wojnę i musimy myśleć nie w kategoriach czy należy pogarszać stosunki z Rosją, ale jak spowodować to, że Rosja nie przeprowadzi kolejnej inwazji oraz dać jej poczucie tego, że jest traktowana poważnie. Wszystkie kraje NATO i UE powinny prowadzić politykę wschodnią na stojąco w przekonaniu, że my jesteśmy silni, a nie kulić się przed Rosją. Takie są moje przekonania i wnioski. Dlaczego boimy się armii rosyjskiej? Armii rosyjskiej jest kolosem na glinianych nogach. Wystarczy przeanalizować skuteczność nalotów na lotniska Gruzji w Tbilisi. Kilkakrotnie bombardowano to lotnisko, a mimo to nie ucierpiało zbyt poważnie. Rosjanie mają dużo sprzętu, ale ich poziom sprawności jest katastrofalny. Zdarzają się jednostki, w których praktycznie nie ma czym walczyć. Niektóre są rozmieszczone w dziwnych miejscach. Nie należy też wyolbrzymiać ich sił. Kraje UE mają o wiele więcej sprzętu razem wzięte niż Rosja, sprzętu lepszej, jakości. Dzisiaj potęgę Rosji utrzymują siły strategiczne, reszta to po prostu armia starego typu z wieloma jednostek w ogóle nieprzystosowanych do współczesnych realiów pola walki. Informatyzacja oraz uzawodowienie jest wręcz znikome. Rosjanie nie mają ani jednej dywizji czy brygady odpowiadającej zaawansowaniu technologicznemu amerykańskiej 4 DP, które jest jedną z najbardziej zinformatyzowanej oddziałów na świecie. Wielki kryzys trwa do dzisiaj, sprzęt się starzeje, a nowy nie wchodzi do służby w wystarczających ilościach, produkcja na potrzeby sowiej armii jest zdecydowanie mniejsza niż sprzęt eksportowany. Nowe technologie są praktycznie niewprowadzane w przeciwieństwie do zachodu. Chluba Rosji, rakiety Topol-M są produkowane w bardzo małych ilościach. Rosja ma ich obecnie 2 pułki w przygotowaniach do wprowadzenia koleinę 2, a eksperci twierdzą, że zniszczenie ich za pomocą samolotów np. B-2 jest łatwe do USA w razie ataku wyprzedzającego. Trzeba stwierdzić, że wyrzutnie stacjonarne w silosach są o wiele bardziej odporne na ataki atomowe lub też konwencjonalne, niż ruchome wyrzutnie, które są podobno nieustane śledzone przez satelity USA. Wojna na Kaukazie wiele kosztowała Rosję. Nikt tej wojny w ostatecznym rozrachunku nie wygrał, wszyscy ją przegrali. Gruzja militarnie i gospodarczo, a Rosja politycznie oraz propagandowo. Poprawienie opinii o Rosji w Europie środkowej będzie koszmarnie trudne dla Rosji, a na zachodzie też nie pójdzie im tak łatwo, wszyscy będą pamiętać obrazy w TV pokazujące rosyjskie naloty czy niszczenie infrastruktury oraz te rajdy pancernych sił po suwerennym kraju.
Powiedzenie, że tam gdzie wejdą Rosjanie z stamtąd nie chcą pokojowo wyjść jest w tej sytuacji trafne. Jaki może to mieć wpływ na status Rosji na światowej arenie międzynarodowej? Rosjanie na całej linii dyplomatycznej i wizerunkowej dali plamę, którą jednak po roku zatarli. Nikt ich nie będzie w najbliższym czasie traktował, jako zaufanego partnera, świat a szczególnie kraje NATO coraz częściej będą krytykować działania Rosji. Konflikt w Gruzji spowodował to, że nie jest możliwa współpraca w kwestii obrony przeciwrakietowej miedzy NATO a Rosją, choć wielu polityków o tym głosi referaty. Są też skutki gospodarcze dla Rosji oraz Europy spowodowane to wojną. Inwestorzy z zachodu będą i zaczynają unikać inwestowania w Rosji, a Rosja coraz częściej zaczyna szantażować Europę ropą i gazem. Na tym konflikcie i my za pewne ucierpimy, płacąc wyższe rachunki. Rosjanie popełnili jeden z największych błędów w historii wkraczając do Gruzji – z perspektywy czasu, błąd okazał się sukcesem. Wszystko to, co zostało wypracowane przez okres postsowiecki, zostało zniszczone tą interwencją, ale też przez politykę Brukseli szybko Rosjanie odbudowali to.
To jest analiza przeprowadzona tuż po konflikcie, przez to niektóre jej informacji uległy zreformowaniu. Wszelkie postawy poglądowe proszę odczytywać tokiem myślenia z okresu trwania jeszcze wojennej propagandy, a nie obecnych rozrachunków historycznych.Proszę o podejście do tego artykułu z dystansem, ponieważ Mozę wydawać się nieobiektywny, choć starałem się stworzyć obiektywny obraz w tamtym czasie. Jakiekolwiek, sugestie, protesty czy też opinie proszę kierować do mnie, a nie do administracji militis.pl
Artykuł o wojnie w Gruzji dostępny jest pod adresem:
Autor: Artur Micek














