Strona Główna Historia 1914-1939 Sytuacja międzynarodowa i tendencje w budowie okrętów po I wojnie

Sytuacja międzynarodowa i tendencje w budowie okrętów po I wojnie


okrety

Nowa sytuacja międzynarodowa, która wykształciła sie po zakończeniu pierwszego konfliktu światowego spowodowała również zmianę mysli technicznej w budowie okrętów wojennych wszystkich typów.

 

Pancerniki

 

Definicja okrętu

 

Już sama definicja i nazewnictwo pancernika w Polsce często stanowi problem. Po prostu w naszej marynarce nigdy nie było takich okrętów, a do tego w czasie kiedy powstawały nie było Polski – wciąż były zabory. W okresie międzywojennym nazewnictwo nie tylko okrętowe było wielką zbieraniną kalek językowych z różnych języków. Obecnie przyjęło się używanie zamiennie słowa pancernik i okręt liniowy. Każde ma swoje zalety i wady. Okręt liniowy niestety dotyczy również starych żaglowych okrętów liniowych, stąd mogą zajść dziwne nieporozumienia. Dla odmiany nazwa pancernik nijak się ma do nazwy krążownik liniowy. A jak weźmiemy okręt liniowy i krążownik liniowy, od razu widać, że mają ze sobą dużo wspólnego. W języku angielskim nie ma tego problemu. Pancernik to Battleship, a krążownik liniowy to battlecruser. Niestety okręt bojowy czy krążownik bojowy ( lansowany przez niektórych autorów ), trochę słabo brzmi. Generalnie będę się starał używać określenia pancernik, gdyż dobrze oddaje to główną cechę tego okrętu – bardzo silne, najsilniejsze ze wszystkich klas okrętów opancerzenie. Jednak określenie okręt liniowy jest całkowicie poprawne, choć czasem mylące, bo sugeruje, że okręty te miały głównie lub wręcz wyłącznie walczyć w linii. Konstrukcja niektórych z nich wyraźnie temu przeczy – ale o tym przy omawianiu poszczególnych typów w przyszłości.

 

Sytuacja po I wojnie światowej

 

Po I wojnie sytuacja międzynarodowa (ta morska) była trochę inna niż przed wojną. Przede wszystkim z wyścigu morskiego wyeliminowane zostały Niemcy będące przed I wojną drugą potęgą morską świata, zaraz po Anglii, oraz Carską Rosją. Brytyjczycy wyszli z wojny mocno pokiereszowani i nie stać ich było na dalsze utrzymywanie Two Power Standard – czyli floty równej sumie dwóch kolejnych najsilniejszych flot razem wziętych. Zamiast tego zaczął dominować pogląd One Power Standard czy też flota Second to Nothing – czyli po prostu flota silniejsza od kolejnego przeciwnika. Było to o tyle łatwe do zaakceptowania, że drugą potęgą morską stały się USA, a wojna pomiędzy tymi krajami była nie do pomyślenia. Trzecią potęgą stała się jakby z niczego Japonia. W tym czasie był podpisany układ brytyjsko – japoński stwierdzający, że w przypadku gdy jedno z tych państw zostanie napadnięte przez inne, to drugi sojusznik przystąpi do wojny. Także konflikt brytyjsko - japoński był mało prawdopodobny, jednakże japońsko amerykański jak najbardziej. A że wspomniany układ istniał, to był pretekstem do budowy w USA floty co najmniej równej, jak nie silniejszej od floty brytyjskiej. Francja czy Włochy były tak wyniszczone wojną, że w wyścigu tych trzech gigantów praktycznie się nie liczyły.

 

Ogólna zasada budowy pancernika

 

Ogólna zasada budowy pancernika polegała na zbudowaniu jednostki tak uzbrojonej żeby roznieść w pył każdego przeciwnika, tak opancerzonej, żeby ten przeciwnik nie rozniósł nas i na tyle szybkiej by nie pozwolić słabszemu uciec, czy też w razie potrzeby pozwolić uciec nam. Generalnie jeśli pozwalały na to traktaty i finanse każdy kolejny pancernik w danej flocie był większy i potężniejszy od poprzedniego. W najgorszym przypadku chociaż taki sam. Powodowało to kolosalny wzrost kosztów pojedynczego okrętu. Ograniczenie maksymalnej wielkości i uzbrojenia okrętu hamowało ten nie kończący się wzrost.

W przypadku jednostek innych klas była większa różnorodność. Często budowano bardziej wyspecjalizowane okręty, z definicji słabsze od swoich poprzedników.

 

Przydatność pancernika

 

Wbrew tezie lansowanej przez wielu badaczy, I wojna wcale nie wykazała bezużyteczności pancernika. Częstym błędem jest patrzenie na pancernik jako działający pojedynczo okręt. W takim układzie faktycznie można było sobie jakoś z nim poradzić, a w najgorszym wypadku śledzić i omijać długim łukiem. Pancerniki jednak nie tak miały walczyć. Miały to być zespoły po kilka okrętów ( zwykle cztery ) działających wspólnie i szkolonych do walki wspólnej w eskorcie mniejszych jednostek zapewniających to że żaden zabłąkany niszczyciel czy okręt podwodny nie podejdzie niespodziewanie na odległość pozwalającą na skuteczny atak torpedowy. W takim układzie w realiach lat 20-tych takiemu zespołowi można było przeciwstawić wyłącznie analogiczny zespół własny. Ani samoloty ( drewniane dwupłaty kryte płótnem ), ani okręty zanurzalne ani siły lekkie nie były w stanie ugryźć takiej struktury.

Jednakże doświadczenia wojenne wykazały, że nowe okręty muszą być dużo większe i silniejsze ( a co za tym idzie droższe ) od tych przed i wojennej budowy. Dlatego poszczególne floty planowały intensywną rozbudowę floty pancerników. Powstawały wówczas projekty przy których Yamato – największy pancernik świata, to byłby karzełek.

 

Traktat Waszyngtoński w dużym skrócie

 

Efektem tego było zwołanie i podpisanie konferencji w Waszyngtonie. W skrócie z interesujących nas tez. Było 5 sygnatariuszy. USA, Wielka Brytania, Japonia, Francja, Włochy.

Rozwiązano sojusz brytyjsko japoński, zabroniono fortyfikowania Pacyfiku – dało to zniesienie uzasadnienia dla super rozbudowy floty USA. Ponadto utworzono w Chinach strefę „wolnego handlu” co miało zlikwidować konflikty pomiędzy konkurującymi o Chiny krajami. Oczywiście Chińczyków na konferencję dotyczącą ich państwa nie zaproszono, bo i po co? Przecież „tylko: decydowano o ich losie. Jak widać Jałta, czy Monachium wcale nie były II-wojennym wynalazkiem. Taki był zwyczaj, że słabszych się o zdanie nie pytano. Nawet jak konferencja dotyczyła losu tych słabszych.

Ograniczono ilości posiadanych pancerników w poszczególnych flotach. Wszelkie nadwyżki miały zostać zezłomowane czy inaczej wycofane ze służby. Ograniczono nawet ilość okrętów jakie mogły pozostać w celach pomocniczych, a przebudowa ich na cele szkolne czy okręty - cele miała być tak duża, by nie opłacało się doprowadzać ich z powrotem do służby czynnej.

Wprowadzono ograniczenie wielkości pancernika na max 35 tys. ton i kalibru dział na 16 cali czyli 406 mm. W drodze wyjątku Brytyjczykom pozwolono zachować Hood'a grubo przekraczającego to ograniczenie. Spowodowane to było faktem, że z morskich potęg Brytyjczycy mieli najstarsze pancerniki. USA czy Japonia budowały swoje pancerniki w czasie I wojny, Brytyjczycy poza Renown, Repulse i Hood nie. Określono dokładnie jak się liczy wyporność. Przed konferencją była dowolność w różnych marynarkach, wyporność podawano z różnym zapasem amunicji czy paliwa. Na konferencji wprowadzono nową definicję tzw. wyporność standardową tj., okrętu w pełni wyposażonego z zapasami amunicji, ale bez paliwa i wody zasilającej do kotłów. Widać kto tu grał pierwsze skrzypce. Amerykanie potrzebowali więcej paliwa na większy zasięg, a Brytyjczycy konstruowali system ochrony przeciwtorpedowej który po napełnienie zawierał ponad 2 tys. ton wody. Nie wliczanie tej masy do masy okrętu pozwalało na polepszenie jego charakterystyki.

Zabroniono budowy nowych pancerników na 10 lat. Z trzema wyjątkami. Brytyjczycy mogli zbudować dwa nowe okręty, ale w miejsce nich musieli wycofać cztery stare (znów z powodu przestarzałej floty).  Jednak musiały one podlegać ograniczeniom traktatowym. W ten sposób powstały Nelson i Rodney.

Najpotężniejsza po konferencji została flota brytyjska, druga USA, trzecia japońska potem po równo Włosi i Francuzi.

 

Krążowniki

 

Definicja i nazwa okrętu

 

W okresie zanikania napędu żaglowego niejako automatycznie rolę okrętu liniowego zajął pancernik. W miejsce dawnych fregat czy korwet stanowiących jednostki pomocnicze floty liniowej powstały krążowniki. Okręty te w początkowym ( i nie tylko ) okresie miały za zadanie rozpoznanie na rzecz floty, patrolowanie, eskortę itd. Wszystko to oznaczało konieczność krążenia po morzach i oceanach stąd nazwa, nadzwyczaj zgodna w wielu językach.

 

Ogólna koncepcja budowy krążownika.

 

W przeciwieństwie do pancerników krążowniki były budowane zupełnie inaczej. Przed pierwszą wojną była ich bardzo duża różnorodność. Były krążowniki:

- kolonialne

- rozpoznawcze

- pancernopokładowe

- lekkie

- pomocnicze

- pancerne

- wreszcie liniowe.

Krążowniki kolonialne często nazywane były kanonierkami, ale to zależało od floty i fantazji nazywającego. Były to generalnie stosunkowo słabe, powolne okręty o prostej nie skomplikowanej konstrukcji pozwalającej na ich długie użytkowanie w koloniach – czyli w praktyce w tropikach przy niewielkiej obecności, lub wręcz braku zaplecza stoczniowego. Uzbrojenie ich wystarczało na zrobienie odpowiedniego wrażenia i ewentualne wyrżnięcie w pień jakiejś wioski gdzieś na Pacyfiku czy w Afryce, ale w starciu z nowoczesną jednostką morskiej potęgi to najlepsze co taki „krążownik” mógł zrobić to się samozatopić.

Krążowniki rozpoznawcze jak sama nazwa wskazuje służyły do rozpoznania na rzecz własnej floty. Generalnie w zależności od tego gdzie były budowane różniły się od siebie wszystkim z wyjątkiem pełnionej funkcji. Krążownikami rozpoznawczymi miały być.... amerykańskie krążowniki liniowe typu Lexington o wyporności większej od wszelkich innych okrętów amerykańskich i uzbrojeniu którego nie powstydził by się żaden pancernik. Dużej szybkości, ale znikomym opancerzeniu ( jak na okręt tej wielkości ), oraz małe skorupy wielkości 3-4 tys. ton.

Co ciekawe skouty musiały często spełniać sprzeczne wymagania, stąd tak duże rozbieżności w konstrukcji. Okręty przeznaczone do bezpośredniego rozpoznania floty liniowej wroga musiały być małe – by trudno było w nie trafić. Dla odmiany amerykanie potrzebowali jednostek zdolnych do wykrycia wrogiej floty z daleka od własnych wybrzeży. Mniej istotne było dokładne określenie siły przeciwnika i policzenie ile ma pancerników, bardziej stwierdzenie gdzie cała wroga flota się znajduje. Do tego potrzebny był duży szybki okręt o dużym zasięgu i takiej sile by mógł kpić sobie z jednostek eskorty i nie dać się im odgonić. Stąd taka wielkość Lexington. A same ciężkie działa mogły bić na fenomenalną odległość nawet do pancerników. Nikt nie spodziewał się super dużej ilości trafień, bardziej liczono na szczęśliwe przypadkowe trafienie które mogło osłabić przeciwnika.

Krążowniki pancernopokładowe miały wiele zadań. Generalnie były to dosyć uniwersalne i stosunkowo małe ( a więc tanie a co za tym idzie liczne ) okręty. Służyły do patrolowania, zwalczania żeglugi, rozpoznania, osłony sił itp. By nie powiększać za nadto ich wielkości pancerz ograniczony był do pokładu ze skosami odchodzącymi od pokładu w dół przy burtach. Miało to zapewnić niezatapialność okrętu. Po prostu ( w założeniu ) pociski mogły zniszczyć wszystko ponad pokładem pancernym, ale pływalność nie była zagrożona, bo pokład zabezpieczał przed przebiciem pomieszczeń pod linią wodną. W czasie gdy budowano te jednostki nie brano na serio możliwości walki na takie odległości by pociski padały na tyle stromo, żeby przebić burtę pod linią wodną po zanurkowaniu w wodzie. Przy małych odległościach a co za tym idzie płaskim torze lotu pociski rykoszetują od powierzchni wody a nie nurkują w niej.

Krążowniki lekkie powstały gdzieś na przełomie XIX i XX wieku. Generalnie były to stosunkowo małe okręty, przez niektórych uważane są za następców krążowników pancernopokładowych. Konstrukcja ich była bardzo różna, niektóre praktycznie pozbawione były opancerzenia inne miały solidne opancerzenie. Generalnie były w miarę szybkie, szybsze od budowanych w tym samym czasie pancerników. Pełniły role pomocnicze wobec floty liniowej ( ale nie tylko ). Służyły do eskorty pancerników, odpierania ataków wrogich niszczycieli, były przewodnikami flotylli własnych niszczycieli itd. Zwykle miały na tyle mały zasięg (spowodowany niewielkimi rozmiarami ), że nie nadawały się do służby patrolowej na oceanach, oraz czasami mogły mieć kłopoty w walce z dobrze uzbrojonym krążownikiem pomocniczym.

Krążowniki pomocnicze to po prostu uzbrojone statki handlowe. Najprzeróżniejsze. Generalnie floty dominujące przebudowywały liniowce pasażerskie, które z racji swojej wielkości i zasięgu doskonale nadawały się do tej roli. Okręty te doskonale nadawały się do patrolowania czy zwalczania żeglugi. Jednakże w starciu z okrętem wojennym często były na straconej pozycji.

Niemcy w początkowym okresie wojny, używali do rajdów uzbrojonych statków pasażerskich, które z racji dużego zasięgu, dużej szybkości i dużej wielkości wydawały się do tego celu idealne. Niestety miały również charakterystyczną sylwetkę której nie było jak ukryć, przez co były łatwo lokalizowane i pożerały ogromne ilości węgla, który był praktycznie nie do zdobycia. W drugiej części I wojny i w II wojnie używali już zwykłych statków handlowych łatwych do zamaskowania.

Niektóre z tych krążowników były tak silnie uzbrojone, że mogły stanowić zagrożenie dla mniejszych krążowników typowo wojennych.

Krążowniki pancerne jak sama nazwa wskazuje charakteryzowały się sporym ( jak na krążownik ) opancerzeniem. Były owocem XIX wiecznej rywalizacji między odwiecznymi wrogami – Anglią i Francją. Francuzi ciągle marzyli o inwazji na wyspy brytyjskie. Niestety, albo stety, przewaga floty brytyjskiej była tak duża, że nawet nie było o czym marzyć. Do tego brytyjski przemysł stoczniowy był najsilniejszy i najlepiej dofinansowany na świecie. Jakikolwiek program budowy we Francji mógł być spokojnie zdominowany przez Brytyjczyków. Nie tylko z powodu przewagi gospodarczej. Dla Anglii posiadanie wojska lądowego nie było zbyt istotne. Owszem były niezbędne kontyngenty w koloniach, ale na samych wyspach nie było specjalnej konieczności posiadania silnych wojsk. Dla odmiany Francuzi odwiecznie skonfliktowani z Niemcami musieli utrzymywać silną armię lądową. W efekcie choć by nie wiem co nie było ich stać na zbudowanie floty choć by zbliżonej do brytyjskiej. Skoro nie można było zatopić brytyjskich pancerników bo nie było czym, to trzeba było wymyślić taki sposób walki, który pozwoliłby pokonać Anglię ignorując pancerniki. Znaleziono taki sposób. Otóż Brytyjczycy byli uzależnieni od dostaw zamorskich. Importowali praktycznie wszystko od żywności poprzez surowce na gotowych produktach kończąc. Odcięcie ich od dostaw oznaczało zwycięstwo. W tym celu wymyślono okręt na tyle szybki by uciekł pancernikom, na tyle silnie uzbrojony i opancerzony by nie bał się krążowników i jednocześnie o tak dużej dzielności morskiej by mógł poruszać się szybko w każdych warunkach i dużym zasięgu umożliwiającym długie rejsy. Powstał krążownik pancerny. W swoim czasie zbliżył się wielkością a nawet przekroczył pancernik, mając od niego zdecydowanie mniejsza wartość bojową. W założeniu okręt taki stanowił by dla Anglii spory problem. Pancerniki nie mogły by go zmusić do walki a z mniejszymi okrętami to by sobie poradził bez problemu. Jak łatwo przewidzieć Anglicy nie czekali aż wejdzie do służby takie cudo u konkurencji tylko odpowiedzieli analogicznym okrętem u siebie. W efekcie Francuzi musieli zbudować krążownik pancerny do zwalczania Brytyjskich krążowników pancernych, a to wymuszało odpowiedni krok u Brytyjczyków i tak to szło. W efekcie w kolejnych flotach ( inne zafascynowane przykładem również budowały analogiczne jednostki u siebie bez specjalnego uzasadnienia ) wchodziły do służby kompletnie nie chciane i mało użyteczne okręty. Z racji dużej wielkości nikogo nie było stać na to by mieć ich tyle ile potrzeba. W końcu do odcięcia Brytyjczyków od dostaw potrzeba było naprawdę dużo okrętów. Kilka grasujących na szlakach to stanowiło bardziej problem psychologiczny niż rzeczywisty. A na to nikogo nie było stać. Wkręcono się w głupi wyścig zbrojeń który z czasem doprowadził do powstania okrętów które z czasem przyjęły nazwę krążownika liniowiowego.

Na początku XX wieku pancerniki i krążowniki uzbrojone były w dwa do czterech ciężkich dział wzmocnionych kilkoma lub kilkunastoma mniejszymi stanowiącymi artylerię główną drugiego kalibru. Spowodowane było to faktem, że walki odbywały się na bardzo małe odległości 2-3 km to było maksimum skutecznego ognia. Wcale nie dlatego, że działa miały mały zasięg. Wówczas nie było żadnego problemu w skonstruowaniu działa o zasięgu 20 czy więcej kilometrów, problem polegał na tym, że nie bardzo było wiadomo jak z takiej odległości trafiać w cel. Dlatego rozczłonkowana artyleria miała sens. Mniejsze działa o dużej szybkostrzelności mogły w krótkim czasie zdemolować nadbudówki czy odsłonięte partie kadłuba przeciwnika, a parę trafień ciężkim pociskiem mogło go dobić. W początkach XX wieku zaczęto opracowywać nowe mechanizmy celowania i kierowania ogniem, co pozwalało na prowadzenie ognia na niespotykane wcześniej dystanse. Zaczęto mówić o 5 km, a nawet 8 km. Z takiej odległości potrzeba było mieć jeden rodzaj dział. Różne kalibry powodowały różny czas lotu pocisku a więc kłopoty z kierowaniem ognia. W efekcie w przypadku pancerników opracowano Dreadnought stanowiący najbardziej chyba wpływowy pancernik w historii. Główna nowością było zastosowanie na nim jednolitej artylerii głównej. Oczywiste było, że coś podobnego stanie się w krążownikach pancernych. Dyskusyjne tylko było czy zbudować okręt uzbrojony jedynie w działa krążownicze  początkowo tą drogą poszli Niemcy budując Blucher'a) czy też od razu działa pancernikowe. Zwolennikiem tej drugiej tezy był John Fisher, bardzo barwna i wpływowa postać Royal Navy. On sam zasługuje na oddzielny artykuł. W każdym razie dla niego było oczywiste, że liczą się tylko działa pancernika. Zgodnie z założeniem nowy krążownik miał poza wszystkimi funkcjami swojego poprzednika mieć również możliwość atakowania i dobijania pancerników wroga (to oficjalnie), a nieoficjalnie Fisher widział go jako następcę pancernika. Uzasadnienie było proste. Skoro możemy trafiać z odległości z której przeciwnik nas nie trafi, to pancerz nam jest nie potrzebny – no może jakiś lekki przeciwko lekkim jednostkom które zdążą szybko podejść na odległość strzału. Potrzebujemy jedynie dużej szybkości by móc utrzymać odpowiednią odległość. I tak powstały pierwsze wielkie krążowniki pancerne typu Invincible. Dopiero po kilku latach ich służby przemianowano je na krążowniki liniowe. Co już w samej nazwie sugerowało walkę z pancernikami. Oczywiście założenie o większym skutecznym zasięgu ognia szybko się zdeaktualizowało, bo przeciwnik opracował podobne systemy kierowania ogniem i analogiczne a nawet lepsze okręty, co dobitnie wykazała bitwa jutlandzka.

Z czasem krążownik liniowy zaczął rosnąć szybciej od odpowiadającego mu pancernika. Lion z I wojny był większy od Oriona z tego okresu. A jeszcze później krążownik liniowy zaczął dostawać coraz większe opancerzenie ( we flocie niemieckiej od początku bardzo silne ) i zamienił się w szybki pancernik.

 

Traktat Waszyngtoński


Mniej więcej w tym czasie rozwoju krążowników nastąpił traktat waszyngtoński. Jasne było, że jeśli chcemy zahamować budowę pancerników musimy zdefiniować krążowniki, by nie powstały jednostki o charakterystyce pancernika zwane krążownikami.

Same krążowniki liniowe zostały zaliczone do pancerników, zresztą stworzono dla nich nową nazwę Capital Ships.

Główni gracze jak pamiętamy to była Wielka Brytania i USA. Wielka Brytania potrzebowała dużej ilości krążowników, a co za tym idzie ze względów finansowych lubiła raczej mniejsze jednostki. Mniejsza wartość bojowa, zasięg czy odporność na uszkodzenia miała mniejsze znaczenie. Wobec bardzo rozbudowanych baz, uszkodzony okręt mógł dojść na naprawę, zatankowanie itp. Niestety w czasie I wojny Brytyjczycy wybudowali 5 jednostek typu Raleigh ( znanych jako typ Hawkins, gdyż prototyp dosyć wcześnie wszedł na skały z których już nie zszedł i nazwa przeszła na następcę ) wypierających ponad 9 tys. ton i uzbrojonych w działa 7,5” - czyli 170mm. Więc byli skłonni zaakceptować większy limit wielkości. Dla odmiany amerykanie potrzebowali dużego krążownika który nie tylko mógł by działać na otwartych wodach Pacyfiku, ale również w przypadku uszkodzeń doszedł by do bazy. Przed traktatem biuro pracowało nad okrętem ponad 10 tys. ton i działach 8” (czyli 203 mm). Brytyjczycy woleli kaliber 7,5”, ale że i tak musieli opracować nowy model działa do nowych okrętów, to szybko ustalono kompromis na 10 tys. ton standard i działa 8”.

Brytyjczycy łudzili się, że to będzie górna granica, a tak naprawdę to okręty będą budowane jak by traktatu nie było. Okazało się to całkowitą pomyłką. W praktyce potęgi morskie pozbawione możliwości budowy pancerników w dużych krążownikach widziały zamienniki pancerników i budowały wyłącznie jednostki w górnej granicy limitu. Co oczywiście wymusiło na Brytyjczykach konieczność podobnej budowy. Do której przystąpili w początkowym okresie najintensywniej.

I mieli w swojej flocie 15 okrętów kompletnie nie chcianych. Charakterystyka była bardzo sztywna. Inne floty musiały się liczyć z czterema brytyjskimi krążownikami liniowymi w służbie: Tiger (wycofany później), Renown, Repulse i Hood. Te trzy ostatnie osiągały wówczas 31-32 w. By krążownik miał sens musiał co najmniej mieć taką samą prędkość inaczej był by łatwym celem i niczym więcej. By krążownik mógł skutecznie strzelać musiał mieć minimum 8 dział. Przy 8 działach 8” i szybkości 32 w, jak chciało się zapewnić dobrą dzielność morską nie zostawało prawie nic na opancerzenie. Zwykle 400-500 ton. Przekroczenie limitu traktatowego tylko o 5% tj 500 ton dawało możliwość dwukrotnego zwiększenia opancerzenia okrętu. Dlatego kilka państw świadomie popełniało takie rzeczy co jak wyszło na jaw było przyczyną ostrych protestów.

 

Traktat Londyński


W 1930 roku gdy dobiegały do końca wakacje morskie w Londynie podpisano kolejny traktat rozbrojeniowy. Przedłużał on wakacje morskie o kolejne 6 lat i precyzował definicje krążowników i niszczycieli. Krążowniki zostały rozdzielone na dwie kategorie – lekkie z działami do 155 mm, czyli 6,1”. Pierwotnie planowano ograniczenie na 6” czyli 152 mm, ale Francja ostro zaprotestowała bo miała 3 jednostki z działami 155 mm i musiała by je zaliczyć do krążowników ciężkich, choć wcale nie były by one silniejsze od innych krążowników lekkich uzbrojonych w działa 152 mm. I ciężkie z działami powyżej 155 mm do 203 mm włącznie. Zdefiniowano też niszczyciele i określono maksymalne ilości okrętów mniejszych klas jakie mogły wchodzić w skład poszczególnych flot. W skrócie w wyniku tego Brytyjczycy mogli mieć 15 krążowników ciężkich i dużo lekkich. Amerykanie 18 krążowników ciężkich i mniej lekkich. Japonia 12 krążowników ciężkich i jeszcze mniej lekkich, a Francja i Włochy po 7 ciężkich i jeszcze mniej lekkich.

 

Torpedowce, Kontrtorpedowce, Niszczyciele

 

Definicja i nazwa okrętu

 

Torpedowiec powstał jak by znikąd w XIX w. Pancerniki czy krążowniki miały swoje odpowiedniki w czasach flot żaglowych. Odpowiednika torpedowca nie było. Torpedowiec powstał jako mały nosiciel torped. Z kolei kontrtorpedowiec to pierwotnie była jednostka przeznaczona do zwalczania torpedowców. W innych flotach zwane były jako niszczyciele torpedowców, z czasem nazywano je krócej niszczycielami. Kontrtorpedowiec i niszczyciel to generalnie to samo – inaczej tylko nazywane w różnych flotach. Były od tego wyjątki ale o tym w dalszej części artykułu.

Generalnie z czasem niszczyciel ewoluował w kierunku bodaj najbardziej uniwersalnego okrętu ze wszystkich klas.

 

Ogólna koncepcja budowy okrętów

 

Odkąd tylko człowiek zaczął pływać po morzach, zaczął się też na nich bić. Początkowo sprowadzało się to do robienia abrodaży, potem ewentualnie podpalania przeciwnika. Następnie pojawiła się koncepcja atakowania podwodnych części okrętów przeciwnika. Bardzo długą jedyną metodą niszczenia podwodnych części wrogich okrętów było ich taranowanie. Jednostki własne wyposażane były w specjalne tarany. Generalnie dotyczyło to okrętów ze „sztucznym” napędem. Dawniej galer, potem parowców. Okręty żaglowe zwykle taranów nie posiadały. Wraz z wynalezieniem materiałów wybuchowych co jakiś czas powracała koncepcja spowodowania wybuchu pod powierzchnią wody przy burcie lub pod dnem wrogiej jednostki. Nie było to łatwe. Po pierwsze proch czarny po zawilgotnieniu nie ma ochoty wybuchać, po drugie jakoś trzeba było ładunek pod wrogi okręt przetransportować. Łodzie wiosłowe słabo się do tego nadawały. Z kolei taranowce musiały być stosunkowo duże i szybkie by spełniały swoją funkcję. Gdzieś w XIX, może nawet pod koniec XVIII wieku opracowano metodę ataku z wytykiem. Mała jednostka z napędem parowym, miała na dziobie specjalny „dyszel” z umieszczonym na jego początku ładunkiem wybuchowym. Koncepcja była prosta podpłynąć pod burtę i uderzyć wywytkiem, co spowoduje eksplozję. Wiadomo, że używanie takiej broni wymagało nie lada odwagi lub wręcz samobójczych skłonności.

W drugiej połowie XIX w. Opracowano pierwszą torpedę o własnym napędzie. Pierwsza konstrukcja nie była zbyt doskonała. Sprężynowy mechanizm napędowy nie gwarantował ani super prędkości ani zasięgu. (kilkaset metrów z prędkością kilku węzłów). Do tego brak jakiegokolwiek żyroskopu gwarantował, że torpeda może popłynąć wszędzie. Jednak zrobiono pierwszy krok. Po zastosowaniu do napędu silnika spalinowego, a następnie żyroskopu do trzymania kierunku i mechanizmu trzymania zanurzenia, torpeda stała się groźną bronią. Największą jej zaletą był fakt, że wystrzelenie jej nie wiązało się z praktycznie żadnym odrzutem. Na dobrą sprawę wystarczyło wrzucić ją do wody (co często czyniono), a jeśli trafiła w cel to mogła spowodować szkody co najmniej takie same (zwykle większe) od najcięższego pocisku wystrzeliwanego z najcięższego działa.

Było wiele koncepcji użycia torpedy. Wylądowały one praktycznie na wszystkich klasach okrętów (w swoim czasie nawet na lotniskowcach! Choć nie zbyt licznie), ale najlepszym wydawał się mały nosiciel – szybki, zwrotny, trudny do trafienia. Tak w XIX w. powstał torpedowiec. Były to małe jednostki o wyporności kilkadziesiąt (czasem wręcz kilkunastu) do małych kilkuset ton przenoszące jedną – dwie torpedy i często nic więcej. Coś na kształt późniejszego kutra torpedowego. Okręty te z racji małej wielkości nie nadawały się do działań morskich czy oceanicznych, ale na wodach przybrzeżnych sprawdzały się nie źle. Do zwalczania ich na pancernikach pojawiły się działka szybkostrzelne (ale takie malutkie 10-60mm, naprawdę szybkostrzelne, kilkadziesiąt czy małych kilkaset pocisków na minutę), ale uświadomiono sobie, że najlepszym sposobem zwalczania torpedowca, jest stworzenie równie małego, szybkiego i zwrotnego okrętu uzbrojonego w działka. Tak powstał pierwszy kontrtorpedowiec, zwany przez niektórych niszczycielem torpedowców. Z czasem wielkość tak torpedowców jak i kontrtorpedowców zaczęła rosnąć. Okręty uzyskały możliwość działania dalej od brzegu, stały się niemalże jednostkami oceanicznymi. Ktoś wpadł na pomysł by na kontrtorpedowcu zamontować też wyrzutnię torped, w końcu masa niewielka, a w ferworze walki w obronie własnych pancerników można było wyjść na pozycję do ataku na wrogie pancerniki i tak powstał jakby przypadkiem rasowy niszczyciel. W wielu flotach nadal nazywany kontrtorpedowcem.

Z czasem mianem torpedowców zaczęto nazywać małe niszczyciele.

Dla odmiany niszczyciele zaczęły ewoluować w wielu kierunkach. Były jednostki typowo torpedowe przeznaczone głównie do ataków sił ciężkich, gdzie artyleria była ograniczana, były jednostki artyleryjskie, ze zmniejszonym uzbrojeniem torpedowym i wiele innych. Opracowano też metodę zbiorowego ataku całych flotylli na wrogie ugrupowania. By okręty nie właziły sobie w drogę organizowano to tak, że był jeden okręt dowodzący i ileś mu podległych. Cały taki zespół ćwiczył i atakował razem. Doświadczenia wojenne wykazały, że leader powinien być nieco większy, szybszy i lepiej uzbrojony od swoich „podopiecznych”. Ułatwiało to zadanie. Różne było podejście do tego tematu w różnych flotach. Brytyjczycy najczęściej budowali flotyllę 8 niszczycieli i odpowiadającego im leadera, trochę większego z jednym działem więcej. Japończycy postawili na przewodnictwo krążowników lekkich. A np. Francuzi ze swoje niszczyciele podzielili na dwie kategorie – niszczyciela floty – takiego klasycznego niszczyciela i super niszczyciela o wielkości i uzbrojeniu małego krążownika, ale pozbawionego opancerzenia za to fenomenalnej prędkości.

Pojawiły się też niszczyciele eskortowe. Zwykle mniejsze od klasycznych niszczycieli, o mniejszej prędkości i zredukowanym uzbrojeniem torpedowym, ale silnej uniwersalnej artylerii i zdecydowanie wzmocnionym uzbrojeniu przeciwpodwodnym i dużym zapasie bomb głębinowych.

Dopiero traktat Londyński z 1930 roku usystematyzował całą sprawę. Niszczyciele zostały podzielone na dwie kategorie: torpedowce do 800 ton, niszczyciele do 1500 ton i duże niszczyciele zwane liderami do 1850 ton. Artyleria główna nie mogła przekraczać 130 mm. Poszczególnym flotom przypisano maksymalne wielkości dla poszczególnych klas.

Francuzi mając własne koncepcje budowy niszczycieli, które grubo przekraczały te ograniczenia nie podpisali klauzuli dotyczącej niszczycieli.

 

Bibliografia

- Friedman N., US Cruisers, wyd. Naval Institute Press, 1984 r.

- Ireland B., The Illustrated Guide To Destroyers And Frigates, wyd. Hermes House,  2009 r.

- Marriot L., Okręty II wojny światowej, wyd. Alma-Press, 2005 r.

- Chesneau R., Kolesnik E, Conway's All the World's Fighting Ships, 1860-1905, wyd. Conway Maritime Press, 1979 r.

- Klimczyk T., Pancerniki, wyd. Lampart, 2002 r.

Autor: Maciej Chodnicki

 

Inne wpisy tego autora

Joomla SEO by AceSEF
Współzawodnictwo portów Gdynia i Gdańsk w dwudziestoleciu międzywojennym
piątek, 06 stycznia 2012
Po zakończeniu I wojny światowej odrodzona II Rzeczpospolita zgodnie z traktatami miedzynarodowymi otrzymała dostęp do morza Bałtyckiego. Jednak wówczas największy port morski - Gdańsk - na mocy traktatu wersalskiego otrzymał status Wolnego Miasta. Związku z tym rząd polski postanowił...
Więcej…
Pustynna misja w oczach żołnierza z PKW Czad.
niedziela, 24 października 2010
PKW Czad przeznaczony był do zapewnienia bezpieczeństwa działaniom humanitarnym na rzecz uchodźców z Darfuru w latach 2008-2009. Polski kontyngent wojskowy brał udział w operacji EUFOR w Czadzie, która była 5. operacją wojskową Unii Europejskiej w ramach Europejskiej Polityki...
Więcej…
AMZ Tur
niedziela, 24 października 2010
AMZ Tur - pojazd patrolowo-interwencyjny, przystosowany do transportu 5 żołnierzy wraz z pełnym ekwipunkiem w rejon działań wojennych. Pojazd ten powstał w zakładach AMZ Kutno w 2007 roku, jako odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na nowy pojazd patrolowy dla żołnierzy biorących udział...
Więcej…
F. Kurowski - Jednostka Specjalna Brandenburg
sobota, 31 grudnia 2011
W czasie trwania II wojny światowej wojska III Rzeszy toczyły ciężkie walki w całej Europie, Północnej Afryce, Azji, na Oceanie Atlantyckim, Arktycznym i Indyjskim. Dość często czołówki wojsk lądowych Wehrmachtu poprzedzały akcji zbliżone do dzisiejszych operacji specjalnych jakie...
Więcej…

Instytut Wydawniczy Erica Rebis Almapress War Book Inne Spacery Cenega    

Blog Michała Banacha Blog Damiana Ratka

Facebook Nasza-Klasa YouTube Twitter RSS

All rights reserved by Militis.pl 2008-2012